24h online
Kobiety z kamerą źródło: fot. Jarosław Sosiński / Watchout Productions

Kobiety z kamerą

Jak panie walczą o swoje w zawodzie reżysera

Film „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” zrealizowano w oparciu o biografię „Michalina Wisłocka. Sztuka kochania gorszycielki” autorstwa Violetty Ozminkowski. To zajmująca opowieść o ekscentrycznej lekarce, która zrewolucjonizowała życie seksualne Polaków, wyprowadzając naszą wyobraźnię seksualną z mroków średniowiecza. To również historia o tym, jak życie emocjonalne kobiety potrafi być zawiłe i skomplikowane: – Michalina jest wspaniałym bohaterem filmowym, to postać tragiczna, złamana ale pełna komizmu i dystansu, walcząca. Wygrywa, ale do końca życia jest samotna z wyboru. Powiedzieć pełnokrwista , to za mało powiedzieć i pomyśleć. I jeszcze świadomość, że ona nigdy nie przeżyła wielu z tych rzeczy, które opisuje w „Sztuce kochania” takich, jak: czułość, stałość, miłości związanej z seksem. A dla niej duchowość była nierozłącznie z seksem związana. Chociaż ona sama próbowała to przez połowę swojego dorosłego życia rozdzielić, kochała męża, ale unikała z nim seksu. Dlatego dzieliła go z przyjaciółką – mówi twórczyni filmu, Maria Sadowska.

Realizację filmu z Magdaleną Boczarską w roli głównej w reżyserii Marii Sadowskiej, który właśnie wchodzi do kin, odkładano przez wiele lat, czekając na czasy bardziej sprzyjające mówieniu o rodzącym się w PRL-u wyzwoleniu seksualnym i o pruderyjnym, ocenzurowanym, komunistycznym państwie. I choć pierwszy klaps padł na planie filmu zaledwie półtora roku temu, to w tym niedługim czasie nieoczekiwanie zdążyło wydarzyć się bardzo wiele w temacie seksu, aborcji i edukacji seksualnej, co niestety podzieliło naród na dwa wrogie sobie obozy i gwarantuje, że dyskusje wokół  „Sztuki kochania” będą zażarte i bardzo emocjonujące.

Siła kobiet

Film Sadowskiej to w istocie przypowieść o tym, jak rodziła się siła kobiet. To również doskonała okazja, do krótkiego prześledzenia, jak na przestrzeni kilku ostatnich dekad kobiety walczyły o swoje prawa w zdominowanym przez mężczyzn filmowym świecie, aby móc za pomocą kamery opowiadać po swojemu ciekawe historie o kobietach: „Chcę opowiadać przede wszystkim o kobietach. Polskie , kobiece historie są w ogóle nie odkryte. Po latach odkrywamy Michalinę Wisłocką, a przecież takich kobiet mieliśmy setki, jeśli nie tysiące do odkrycia. Innych, pełnych niezgody, walczących. To pokrewne mi bohaterki...” wyznaje Sadowska, aby po chwili dodać: „Dla mnie film nie jest tylko czy przede wszystkim rozrywką i opowiadaniem historyjek. Mam swoje tematy, które kocham i których się trzymam. Jednym z nich jest walka o wolność jednostki, walka
z systemem, który to utrudnia lub uniemożliwia”. Sadowska nie kryje swoich feministycznych poglądów. Od debiutanckiej etiudy: „Demakijaż”, poprzez kolejne, pełnometrażowe projekty filmowe w tym ostatni, najgłośniejszy „Dzień Kobiet” konsekwentnie w centrum wydarzeń umieszcza kobietę aby budować fabułę wokół jej problemów. „Michalina Wisłocka jest mi bardzo bliska: dużo gada, wali prawdę prosto z mostu, miała niewyparzony język, szła pod prąd, ubierała się bardzo kolorowo i niekonwencjonalnie(…)Wisłocka była chodzącą anegdotą, bo odstawała od większości nie tylko za sprawą tego, co robiła i w jaki sposób myślała ale i jak wyglądała. To była kobieta – dziwoląg w strojach z zasłonek. ” wyznaje  w jednym z wywiadów Sadowska
i dodaje,  że aby zrobić ten film musiała trochę „pobyć” Wisłocką, „ wejść w jej skórę” aby ją lepiej zrozumieć. W efekcie słynna nauczycielka sztuki kochania, stała się jeszcze bliższa Sadowskiej niż wszystkie inne dotychczas filmowane przez nią kobiece bohaterki.

Kobiety do kamer

Reżyseria to piekielnie ciężka praca, wymagająca ogromnych wyrzeczeń i nieprawdopodobnego wysiłku.  Tymczasem w kinematografii, od początków jej istnienia, nie brakuje wyrazistych kobiet, które sprawdzały się po drugiej stronie kamery. Warto wyraźnie zaznaczyć, że reżyserki istnieją tak długo, jak długo istnieje kamera. Tym bardziej zdumiewa fakt, iż mimo to, pierwszy Oscar za reżyserię trafił w ręce kobiety dopiero podczas 82. gali rozdania nagród, a więc w 2010 roku. Powinno mieć to miejsce wiele lat wcześniej. Pociesza fakt, że Kathryn Bigelow uhonorowano nie za film o gotowaniu czy złamanym sercu ale za nakręcony w ekstremalnie ciężkich warunkach a opowiadający o trzech amerykańskich snajperach podczas swojego ostatniego miesiąca służby w Iraku obraz "The Hurt Locker. W pułapce wojny”. I warto przy okazji przypomnieć, ze pierwszą znaną reżyserką na świecie była Alice Guy-Blaché. Francuska, która najpierw realizowała swoje filmy w ojczyźnie aby wkrótce wyjechać do Stanów Zjednoczonych i realizować filmy na potrzeby tamtejszego rynku. Jej debiutancki „La Fée aux Choux” był pierwszym na świecie filmem posiadającym fabułę. Dziś o kobietach epoki Guy-Blaché często już nie pamiętamy. Generalnie dawniej nazwiska i twarze reżyserek nie były znane i rozpoznawane tak dobrze, jak twarze aktorek, które obsadzają w swoich filmach. O ich życiu prywatnym często wiemy niewiele, ale o ich filmach mówiono na całym świecie. Choć nie zawsze tak było… Przez wiele lat kobiet nie dopuszczano do zawodu reżysera, a jeśli się pojawiały to pracowały przy skromnych i niskobudżetowych lokalnych produkcjach. Co prawda było kilka wyjątkowych kobiet np. u nas takim wyjątkiem była debiutująca jeszcze w latach 30-tych Wanda Jakubowska. Reżyserka, która realizowała filmy przez prawie pół wieku, była tak silną osobowością i miała tak duży wpływ na kształt polskiej kinematografii, że długo żadna reżyserka nie była w stanie dorównać jej pozycji.

To nie jest kraj dla pań reżyserów

Pozostańmy w Polsce. Często kobiety reżyserki traktowano co najmniej protekcjonalnie a nieprzychylne „kobietom u sterów” środowisko filmowe realizowało strategie wykluczenia i zniechęcania pań do tego zawodu.  Najczęściej przydzielano im realizowanie filmów przyrodniczych lub oświatowych dla dzieci
i młodzieży, gdyż wiadomo, że nikt nie zna się na dzieciach tak jak kobiety. Właściwie to najczęściej kobietom nie pozostawiano wyboru , oddelegowywano je do narzucanych im projektów. W czasach komunistycznych, jeśli jakieś bardzo zdolnej kobicie udało dostać się do łódzkiej filmówki, można było mówić o cudzie. A jeśli skończyła szkołę z bardzo dobrym  wynikiem, można było mówić o wielkim cudzie, a jeżeli po tym wszystkim udało jej się jeszcze dostać etat w telewizji przy funkcjach pomocniczych typu współpraca reżyserska, to można było już mówić o cudzie do n-tej potęgi. Właściwie to początki kobiecych karier w zawodzie reżyserskim wiążą się dopiero z założeniem słynnego Zespołu Filmowego X. To tu debiutowały wybitne realizatorki o wysokiej renomie: Agnieszka Holland i Barbara Sass. Osiągnęły sukces robiąc filmy o tym co było dla nich ważne, interesujące, przedstawiając najczęściej i najchętniej obrazy z perspektywy kobiet. U Sass (z jednym wyjątkiem) głównymi bohaterkami były zawsze kobiety, u Holland nawet w filmach o mężczyznach zawsze znalazła się ważna i pełnokrwista kobieca bohaterka („Europa, Europa”, „ Całkowite zaćmienie”). A aktorki: m.in. Halina Łabonarska, Barbara Grabowska, Maria Chwalibóg, Dorota Stalińska, Maria Ciunelis, Ewa Kasprzyk czy Magdalena Cielecka, zagrały u nich swoje najlepsze filmowe postaci, niosące wraz ze swoimi dylematami i cierpieniami treści powszechne oraz uniwersalne już nie tylko jako rewers czy obiekt działania postaci męskiej. Lata 90. ujawniły talenty kolejnych kobiet do reżyserii. Wiele z nich odniosło sukces, triumfowało na Festiwalu w Gdyni, realizowało kolejne filmy. Nie zmieniły się jednak główne zasady funkcjonowania kobiet w tym zawodzie. Część z nich, zanim stanie za kamerą, pisze scenariusze albo zajmuje się aktorstwem.  Przede wszystkim debiutują później niż ich koledzy,
a w chwili debiutu mają większy dorobek, jakby musiały bardziej i dłużej  udowadniać, że się nadają.

Polskie kino jest kobietą

W ostatnich latach odnotowujemy prawdziwy rozkwit polskiego kina realizowanego przez kobiety. A wachlarz gatunkowy i formalny filmów reżyserowanych przez nie jest naprawdę olbrzymi. Odważnie kreślą nową perspektywę i wyszukują świeże tematy, nie unikając przy tym tych najbardziej kontrowersyjnych. A ich naznaczone wrażliwością spojrzenie pomaga w portretowaniu nieszablonowych, pogłębionych psychologicznie postaci. To im zawdzięczamy odejście od dominującego jeszcze nie tak dawno trendu pokazywania w polskim kinie kobiet płasko i instrumentalnie. Polskie reżyserki chętnie krytykują świat urządzony przez mężczyzn i kierujący się męskimi wartościami. Kwestie, które od lat nurtują współczesną kulturę i filozofię – czyli problematyka cielesności, tożsamości (również seksualnej), toksycznych relacji rodzicielskich – w polskiej kinematografii najpełniej są wyrażane właśnie przez kobiety. Takie filmy jak „Sponsoring”, „Body/Ciało”, „Papusza”, „Mów mi Marianna”, „Zbliżenia”…. i wiele innych, nie tylko zwracały uwagę ze względu na swoje wartości artystyczne, ale również  prowokowały do społecznej dyskusji, stale kwestionując obowiązujące granice obyczajności.

Zaraz po „Sztuce kochania czyli historii Michaliny Wisłockiej” do kinowej dystrybucji trafi film o Marii Skłodowskiej – Curie w reżyserii francuskiej realizatorki Marie Noelle. Nowy rok filmowy zapowiada się obiecująco.

reżyser

kobiety

Aleksandra Dudek Redaktor
date_range 27 stycznia 2017 schedule 14:10