24h online

Cześć,

Jesteś poza Polską?

Przykro nam, ale ze względów prawnych ten materiał jest dostępny tylko na terenie Polski.

Rządowa limuzyna mknęła 90 km/h?

Luksusowe auto nie będzie już przewozić VIP-ów

Warte ok. 2,5 mln zł audi przewożące premier Beatę Szydło, które rozbiło się w Oświęcimiu, nawet po naprawie nie będzie już przewozić VIP-ów. Okazuje się, że auto mogło jechać ulicami Oświęcimia nawet z prędkością 90 km/h. Nie miało też autocasco (AC).

Do wypadku doszło 10 lutego. Z informacji przekazanych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że tuż przed kolizją rządowa limuzyna mogła mknąć przez ulice Oświęcimia z prędkością nawet 90 km/h.

Z nieoficjalnych informacji gazety wynika, że rejestratory badane przez biegłego wykazały, iż kierowca audi zaczął hamować, gdy samochód jechał 85 km/h.

Czytaj także: Kolejne nieprawidłowości po wypadku premier Szydło

Minister Błaszczak tuż po wypadku szefowej rządu zapewniał, że jej auto poruszało się zgodnie z przepisami, czyli ok. 50 kh/h – właśnie takie ograniczenie obowiązuje na odcinku, gdzie doszło do wypadku.

Zarzuty spowodowania kolizji usłyszał Sebastian K., który kierował seicento. Mężczyzna podkreśla, że zaczął skręcać, ponieważ nie widziała rządowej kolumny. Po wydaniu opinii przez biegłych, zarzut może się jednak zmienić.

Czytaj także: Beata Szydło napisała list do kierowcy seicento

Jeśli okaże się, że winę za wypadek poniesie kierowca BOR, oznaczać to będzie brak funduszy na naprawę rządowego audi. Limuzyna nie miała bowiem wykupionego autocasco (AC).

Naprawa rządowej limuzyny może kosztować nawet ok. 300 tys. zł. Uszkodzenia są na tyle poważne, że auto i tak nie będzie używane do przewożenia VIP-ów. Uszkodzona została m.in. pancerna klatka bezpieczeństwa.

(rp.pl)

limuzyna

wypadek beaty szydło

BOR

premier

beata szydło

oświęcim

Redakcja 24 godziny
date_range 7 marca 2017 schedule 21:13
Czarne skrzynki z limuzyny Szydło nie przyniosły odpowiedzi
Najważniejsze dane nie zostały ustalone

Odczytano zapisy rejestratorów z limuzyny , którą podróżowała premier Szydło 10 lutego w Oświęcimiu. Śledczy oczekiwali, że uda się w nich znaleźć odpowiedź na pytanie czy samochody rządowej kolumny jechały z włączonymi sygnałami dźwiękowymi i świetlnymi – co jest kluczowym dla ustalenia odpowiedzialności za wypadek. Jak się okazało, rejestratory nie zanotowały tych parametrów.

Redakcja 24 godziny
date_range 18 maja 2017 schedule 14:46