24h online

Cześć,

Jesteś poza Polską?

Przykro nam, ale ze względów prawnych ten materiał jest dostępny tylko na terenie Polski.

„Dziewczyny zaczęły krzyczeć. Było słychać tępe dźwięki uderzających pocisków”

Fatalna pomyłka policji podczas zasadzki na złodziei

To cud, że żyją. Czarek i jego dwie koleżanki zostali ostrzelani przez policję. W kierunku auta, którym jechali oddano prawie 50 strzałów. Funkcjonariusze myśleli, że w zorganizowanej zasadzce zatrzymują złodzieja samochodów. Sprawę w programie „Tu i teraz” komentowali eksperci.

14 września 2014 roku policja zorganizowała zasadzkę na złodziejską dziuplę przy ulicy Płochocińskiej na warszawskiej Białołęce. Funkcjonariusze mieli informację, że na jednej z posesji jest ukryta kradziona biała toyota. W pewnym momencie w obserwowane miejsce zajechał 19-letni wtedy Cezary S., w aucie były jego dwie koleżanki. - Zobaczyliśmy grupę mężczyzn ubranych na czarno. Mieli kaptury na głowie i zasłonięte twarze. Przestraszyliśmy się, że ktoś chce nas napaść i uciekliśmy – wspomina Czarek w programie „Tu i teraz”.

Chłopak odjechał autem. Wtedy zaczęło się najgorsze. Policjanci otworzyli ogień. W sumie w kierunku auta oddano 47 strzałów. - Dziewczyny zaczęły krzyczeć. Po pierwszym strzale było słychać tępe dźwięki uderzenia pocisków o samochód. Myślałem, że jeden z nich mnie trafił – opisuje Czarek. Uciekając jechał z małą prędkością, co najwyżej 20 km/h, bo w aucie były przestrzelone opony. W międzyczasie chłopak zadzwonił do ojca i na policję zgłaszając napad.

Jak się okazało podczas śledztwa. Policjanci pomylili auta. Czarek przyjechał białym citroenem a nie poszukiwaną białą toyotą. Ponadto doszło do złego rozpoznania lokalizacyjnego. Poszukiwana przez policjantów dziupla była dwie posesje obok domu babci Czarka.

Przedstawiciele policji nie chcieli wziąć udziału w programie „Tu i teraz” i przedstawić swojego stanowiska ze względu na toczącą się sprawę w sądzie. Po feralnym zdarzeniu Czarek został oskarżony o… napaść na funkcjonariuszy. Z ich relacji wynika, że chłopak chciał przejechać jednego z nich. To było też powodem użycia broni. - Nic nie działa na moją korzyść. Nie zabezpieczono wszystkich łusek, monitoringu. Jeden z policjantów sugerował, że w ciągu dnia ja i koleżanki chodzimy do szkoły, a wieczorem rozbieramy na części auta – mówi bezradnie przerażony chłopak.

Kolejna rozprawa w sądzie zaplanowana jest w grudniu.

(„Tu i teraz”)

polska

Redakcja 24 godziny
date_range 16 listopada 2016 schedule 08:59